Śmiech nagle ucichł. W jej głosie było coś, co nadało powietrzu ciężaru. Ale Marian, nie mogąc się poddać, otworzyła pudełko. Wewnątrz znajdowało się czarno-białe zdjęcie kobiety i mężczyzny, prawdopodobnie rodziców dziewczynki. Na odwrocie data i odręczny napis: „Zawsze mnie chroń”.
W chwili, gdy dotknęła zdjęcia, Marian poczuła dziwne mrowienie. Obraz zadrżał w jej dłoni i przez sekundę zdawało jej się, że kobieta na zdjęciu odwróciła głowę. Rzuciła zdjęcie na ziemię, z bladą twarzą.
Sonia powoli je podniosła i powiedziała:
— Mówiłam ci, że nie wiesz, co robisz.
W tym momencie światła w korytarzu zamigotały. Zimny prąd przeszedł przez całą szkołę. Koledzy Mariana zaczęli się odsuwać, przestraszeni. Znów spróbował się roześmiać, ale głos mu się załamał.
Od tego momentu wszystko się zmieniło. W kolejnych dniach Marian zaczął mieć koszmary. Słyszał kroki na korytarzu, nawet gdy był sam. Czuł, że ktoś na niego patrzy w nocy i budził się zlany potem.
Próbował ignorować wszystko, ale nic nie było takie samo. Nie mógł już podnieść ręki na nikogo. Czuł ciężar za każdym razem, gdy próbował. Aż pewnego dnia, mijając Sonię, powiedziała cicho: