Tak, kupiłam mieszkanie, ale nikogo do siebie na mieszkanie wpuszczać

— Ksiuś, no co ty? Mama mówi, że nie chcesz nas wpuścić. Przecież to nie na zawsze, na dwa miesiące! Wyobrażasz sobie naszą sytuację? Sprzedaż naszego mieszkania już ustalona, a kupujący nowego zwlekają z decyzją kredytową. My naprawdę nie mamy gdzie iść! Z dwójką dzieci!

Ksiusza słuchała, czując, jak w niej narasta głucha irytacja.

— Zina, ja tam mam goły beton. Tam się nie da mieszkać.

— Oj, da się! — prychnęła siostra. — Nie przesadzaj. Jesteśmy niewymagający. Położymy coś na podłodze. Za to za darmo. Przecież rozumiesz, jakie to dla nas wybawienie? Czy chcesz, żeby twoje siostrzenice błąkały się po wynajętych norach?

„Twoje siostrzenice”. Ten argument Zina i matka zawsze wykładały na stół jako asa, gdy czegoś chciały.

— Pomyślę — odparła sucho Ksiusza i odłożyła słuchawkę.

Oleg, który słyszał całą rozmowę, podszedł i objął ją od tyłu.