Tak, kupiłam mieszkanie, ale nikogo do siebie na mieszkanie wpuszczać

Tego samego wieczoru telefon nie przestawał dzwonić. Najpierw odezwała się matka. Mówiła długo, słodko, naciskając na wszystkie znane jej bolesne punkty.

— Ksiusza, nie rozumiem twojego egoizmu. Siostra ma ciężką sytuację. Sieriożka nie chce zgodzić się na wynajęte mieszkanie, mówi, że mają mało pieniędzy, każda kopiejka idzie na kredyt. U mnie mieszkać nie mogą, sama wiesz, dwupokojowy chruszczow, jestem z ojcem, a oni mają dwoje dzieci. Gdzie ich wcisnąć? Zawsze byłaś dobrą dziewczynką.

„Dobrą dziewczynką” Ksiusza była całe życie. Dobrą dziewczynką, która oddawała młodszej siostrze swoje najlepsze zabawki. Dobrą dziewczynką, która na studiach dorabiała, żeby kupić Zinie modne dżinsy, bo „Zineczka tak się martwi, wszyscy mają, tylko ona nie”.

Dobrą dziewczynką, która siedziała z siostrzeńcami, odwołując własne plany, bo „Zina musi odpocząć, tak się męczy z dziećmi”.

Ta „dobroć” zawsze była jednokierunkowa. Kiedy Ksiusza z Olegiem gnieździli się po wynajętych kątach i prosili Zinę o pożyczkę pięciu tysięcy do wypłaty, tamta odpowiadała niezręcznie, że u nich z Sieriożą „wszystko jest rozpisane”.

Gdy Ksiuszy potrzebna była pomoc przy przeprowadzce, siostra i jej mąż nagle mieli „pilne sprawy” na działce.

Po matce zadzwoniła sama Zina. Jej głos był jednocześnie płaczliwy i roszczeniowy.