I jej oddech zamarł. Bo Luna nie narysowała wózka inwalidzkiego. Narysowała skrzydła.
Sofia poczuła ucisk w piersi.
Nie dlatego, że znowu chciała płakać.
Ale dlatego, że po raz pierwszy od lat ktoś nie dostrzegł jej niedostatku.
Luna narysowała duże skrzydła, niezgrabnie pokolorowane, z tanim brokatem i drżącymi liniami. Ludzka postać pośrodku, szeroko uśmiechnięta, bez strachu.