“TATA MÓWI, ŻE JESTEŚ PIĘKNA” – powiedziała dziewczynka jednym tchem
„Leć” – wyjaśniła Luna po prostu. „Kiedy jesteś smutna, lecisz”.
Sofia dotknęła papieru opuszkami palców, jakby był czymś kruchym, czymś żywym.
„Jest… piękny” – powiedziała cicho.
Mihai spojrzał na rysunek, a potem na Sofię. I przez chwilę jego oczy zaszły łzami.
Zatrzymali się.
Deszcz ustał.
Kawiarnia powoli pustoszała, ale nikt się nie spieszył.
Rozmawiali o Bukareszcie, o zniszczonych ulicach i starych budynkach, które wciąż stoją. O wysokich czynszach, o nieosiągalnych pensjach, o tym, jak życie wpędza cię w pułapkę, w której nigdy byś się nie znalazł.
Sofia powiedziała prawdę.
O wypadku.
O szpitalu.
O miesiącach, w których 3200 lei miesięcznie wydawało się kiepskim żartem.
O przyjaciołach, którzy zniknęli „nie chcąc”.