Tata zobaczył, jak kuleję ulicą, z dzieckiem na jednej ręce...

Rosa skrzyżowała ramiona.

„Mieszkają w moim domu” – powiedział chłodno. „Tu obowiązują pewne zasady”.

„Zasady nie obejmują znęcania się” – odpowiedział tata bez wahania. „A już na pewno nie odbierania matce dziecka prawa do transportu”.

Luis spojrzał na mnie nieswojo.

—Cami, rozmawialiśmy o tym…

Poczułem, że coś się we mnie zmienia. Może to ton głosu mojego ojca. Może to fakt, że po raz pierwszy ktoś powiedział na głos to, o czym milczałem od miesięcy.

„Nie” – powiedziałem. Głos mi drżał, ale się nie załamał. „Nie rozmawialiśmy. Kiwałeś głową, kiedy twoja mama decydowała o wszystkim”.

Rosa otworzyła usta.

—Próbuję tylko utrzymać porządek!

Tata zrobił krok naprzód.

—Porządek to nie kontrola. Porządek nie sprawi, że moja córka poczuje się wdzięczna za to, że nie jest na ulicy, podczas gdy odbiera się jej niezależność.

Luis przełknął ślinę.

—Samochód jest zarejestrowany na moje nazwisko…

„Ale ona za to płaci” – przerwał jej tata. „A nawet gdyby tak nie było, żadna kobieta nie powinna czuć się uwięziona, bo jest zależna od czyjegoś pozwolenia na poruszanie się”.

Rosa próbowała się roześmiać.

—Uwięziony? Dramatycznie, jak zawsze.

Wtedy tata zrobił coś, czego się nie spodziewałem.

Wyjął kopertę z tylnej kieszeni.