Tata zobaczył, jak kuleję ulicą, z dzieckiem na jednej ręce...

Rosa otworzyła drzwi, zanim zapukaliśmy. Ciągle patrzyła na okno.

Zamarł, gdy nas zobaczył.

—Camila… —w jego głosie słychać było teraz osąd—. Co ty tu robisz? A ten samochód…?

Potem zobaczył mojego tatę.

Nie miał na sobie garnituru. Nie miał na sobie niczego wymyślnego. Tylko uniform roboczy, zakurzone buty i zrogowaciałe dłonie. Ale w jego postawie było coś, co wypełniało przestrzeń.

„Dzień dobry” – powiedział stanowczym głosem. „Jestem ojcem Camili”.

Rosa mrugnęła.

—Ach… —wymusił uśmiech—. Jakie zaskoczenie.

Za nią pojawił się zdezorientowany Luis.

—Co się dzieje?

Tata nie podniósł głosu. Nie musiał.

—To, co się dzieje, to to, że moja córka chodzi z opuchniętą kostką, niosąc mojego wnuka w słońcu, bo ktoś postanowił zabrać jej samochód.

Zapadła głęboka cisza.