— Te pieniądze trafią na nasze wspólne konto rodzinne — oznajmiła teśc

Marina zastygła w drzwiach salonu. Jej palce pobielały, ściskając upragnioną kopertę, którą dostała zaledwie godzinę wcześniej. Osiem miesięcy czekała na ten moment — powrót do pracy, pierwszą wypłatę, możliwość ponownie poczuć się człowiekiem, a nie dodatkiem do wózka. A teraz Walentyna Iwanowna spokojnie odbierała jej tę radość, tak jak odbierała wszystko w tym domu od trzech lat.

Siergiej siedział na kanapie między nimi — żoną i matką. Jego wzrok uciekał z jednej na drugą, ale Marina już wiedziała, jak to się skończy. Znowu nic nie powie. Znów uda, że nic się nie dzieje. Znowu zostawi ją samą w tej wojnie, w której nie miała żadnych szans.

— Walentyno Iwanowno, to jest moja pensja. Ja pracowałam, ja zarobiłam te pieniądze — Marina próbowała mówić spokojnie, choć w środku wszystko w niej kipiało.

Teściowa uśmiechnęła się swoim charakterystycznym, protekcjonalnym uśmieszkiem, którym zwykle reagowała na wszelkie próby samodzielności ze strony synowej.

— Kochana, mieszkasz w moim domu. Jesz moje jedzenie. Korzystasz z moich rzeczy. Naprawdę myślisz, że możesz sobie tak po prostu ukrywać pieniądze? To brak szacunku dla rodziny. Dla tradycji. Prawda, Sierioża?

Wszystkie spojrzenia skierowały się na Siergieja. Siedział przygarbiony, wpatrzony w swoje dłonie. Marina widziała, jak napięły mu się ramiona, jak zbierał się na odwagę, by coś powiedzieć. Ale gdy uniósł wzrok, w jego oczach zobaczyła tę samą, znaną pustkę.

— Mama ma rację. Tak będzie lepiej dla wszystkich — mruknął, nie patrząc na żonę.