Marina zastygła w drzwiach salonu. Jej palce pobielały, ściskając upragnioną kopertę, którą dostała zaledwie godzinę wcześniej. Osiem miesięcy czekała na ten moment — powrót do pracy, pierwszą wypłatę, możliwość ponownie poczuć się człowiekiem, a nie dodatkiem do wózka. A teraz Walentyna Iwanowna spokojnie odbierała jej tę radość, tak jak odbierała wszystko w tym domu od trzech lat.
Siergiej siedział na kanapie między nimi — żoną i matką. Jego wzrok uciekał z jednej na drugą, ale Marina już wiedziała, jak to się skończy. Znowu nic nie powie. Znów uda, że nic się nie dzieje. Znowu zostawi ją samą w tej wojnie, w której nie miała żadnych szans.
— Walentyno Iwanowno, to jest moja pensja. Ja pracowałam, ja zarobiłam te pieniądze — Marina próbowała mówić spokojnie, choć w środku wszystko w niej kipiało.