Podwórko było czyste, trawa skoszona, wszystko w porządku. Widać było, że ktoś tam ciężko pracował.
– Już nie jest tak samo – mruknął Mihai. – Jakby już do nas nie należało.
Viorica zdecydowanie weszła do domu. Tylne drzwi nie były zamknięte na klucz. W środku pachniało sprzątaniem i świeżą farbą. Stare meble zostały wymienione, na stole leżał nowy obrus z ludowymi motywami.
– Zobacz, co zrobił z naszymi pieniędzmi – powiedziała Viorica jadowicie.
– To nie nasze pieniądze – mruknął Mihai, ale zbyt cicho.
Zaczęli się rozpakowywać, jakby to miejsce należało do nich. Dzieci biegały po podwórku, a Viorica już planowała grilla.
Wieczorem Larisa zmęczona dotarła do wiejskiego domu. Jej ojciec przebywał w sanatorium w Băile Olănești, a ona pragnęła tylko spokoju.
Kiedy zobaczyła zapalone światło w domu, zaparło jej dech w piersiach.
Weszła do środka i zastała wszystkich przy stole.