Rosa wybuchnęła płaczem. „Ale nie wiem, jak żyć w tym twoim świecie… Nie wiem, jak być kimś innym, niż jestem”.
Elena uśmiechnęła się ze łzami w oczach. „Nie musisz. Nie chcę idealnej córki. Chcę tylko, żeby moja córka żyła”.
Kilka miesięcy później prasa napisała o „cudzie”, który połączył matkę i córkę, rozdzielone przez 25 lat. Ale dla nich to nie była nowina – to było odrodzenie.
Pewnej niedzieli, w ogrodzie ich domu, Rosa spojrzała w czyste niebo i powiedziała: „Całe życie myślałam, że nikogo nie mam. Ale Bóg pokazał mi, że nigdy o nikim nie zapomina”.
Elena podeszła do niej od tyłu, położyła jej rękę na ramieniu i powiedziała: „Czasami to, co tracimy, nie znika. Po prostu czeka na odpowiedni moment, żeby wrócić”.
W końcu obie się uśmiechnęły. Nie jak dama i służąca. Ale jak matka i córka. Dwie dusze, które pomimo lat i bólu odnalazły się w najmniej oczekiwanym momencie.