Biegła, aż jej pierś wypełniła się ogniem, a powietrze rozdarło się w gardle. Zatrzymała się dopiero na końcu ogrodu, przy akacjach na skraju pola. Tam, z plecami opartymi o pień, Irina po raz pierwszy zrozumiała, że jej życie rozdarło się na dwoje.
Za nią było wesele. Muzyka, śmiech, obietnice. Przed nią ciemna i nieznana droga.
Szła godzinami bocznymi uliczkami, unikając świateł. Kiedy dotarła do pierwszego przystanku autobusowego, już świtało. Drżącymi rękami kupiła bilet i usiadła w ostatnim rzędzie. Nie wiedziała, dokąd idzie. Wiedziała tylko, gdzie nie może się zatrzymać.