W kolejnych tygodniach do mojego stoiska przychodziło coraz więcej ludzi. Pewna kobieta z miasta poprosiła mnie, żebym uszyła jej sukienkę na chrzciny siostrzenicy. Kiedyś turystka poprosiła mnie, żebym uszyła jej sukienkę według starego rumuńskiego wzoru. Moja praca zaczęła być doceniana, a moje dochody rosły. W ciągu jednego miesiąca zebrałam prawie 3000 lei – więcej niż rodzina mojej teściowej zarobiła w sklepie w kiepskim miesiącu.
Ludzie mówili o mnie coraz milej, a wieści dotarły do uszu mojej teściowej. Pewnego ranka, wychodząc z kuchni, zobaczyłam ją stojącą w drzwiach. Nie mogłam w to uwierzyć. Wyglądała na zmęczoną, z niedbale związanymi włosami i czerwonymi oczami.
„Ana… Chcę porozmawiać”.
Zatrzymałam się. Strach, złość i oszołomienie mieszały się we mnie.
„Zrobiłaś z siebie idiotkę” – powiedziałam cicho.
Schyliła głowę.
„Wiem… i może zasługuję na jeszcze więcej”.
Po raz pierwszy widziałam ją tak wrażliwą. Matka zaprosiła nas do holu i wyszła, zostawiając nas samych.
Teściowa wzięła głęboki oddech.