Bliżej. Umarła. Widziałam, jak umiera. Mam naszyjnik, powiedziała Ivi, wyciągając kameę z dekoltu bluzki. Mam kameę mojej matki. Otwórz drzwi, proszę, chcę ci tylko podziękować. Zasuwa powoli się obróciła. Drzwi zaskrzypiały i otworzyły się. W mroku starzec z siwą brodą i połatanym ubraniem wycelował w nich starą strzelbę. Jego ręce drżały, ale gdy jego wzrok padł na Ivy, na jej twarz, na jej miodowe oczy, pistolet wyślizgnął mu się z ręki i upadł na podłogę z brzękiem.
Elias upadł na kolana, szlochając jak dziecko. „Boże mój” – płakał starzec, zasłaniając twarz. „Boże mój, to ty. Masz jej twarz, masz twarz kobiety, której nie mogłem uratować”. Sebastian odkopnął strzelbę, a potem, ku zaskoczeniu Ivy, schylił się i pomógł starcowi wstać. W ruchach Sebastiana nie było furii, tylko desperacka potrzeba. „Dlaczego?” – zapytał Sebastian, chwytając Eliasa za ramiona. „Dlaczego ją zabrałeś?”
„Czemu mi nie powiedziałeś, że żyję?” Elias spojrzał w górę, szeroko otwierając oczy z przerażenia. „Bo obserwowali” – wyszeptał starzec – „mężczyzn w czarnym samochodzie. Spowodowali wypadek. Chcieli się upewnić, że nikt nie wyjdzie stamtąd żywy. Gdybym poszedł na policję, zabiliby nas obu”. Sebastian chwycił Eliasa za klapy brudnej koszuli i podniósł go na nogi siłą zrodzoną z desperacji. „Którzy mężczyźni?” – zapytał Sebastian. „Kim oni byli?” Elias drżał, jego oczy płonęły dziko, wpatrując się w stalowe drzwi, jakby duchy przeszłości mogły w każdej chwili wejść do środka.
„Nie mieli twarzy” – wyjąkał starzec. Mieli na głowach kominiarki, jechali czarnym sedanem, bez świateł, bez tablic rejestracyjnych. Kryłem się pod mostem, kiedy ich zobaczyłem. Nie stracili panowania nad pojazdem, panie Cross. Uderzyli go, zepchnęli do wąwozu. Ivy zakryła usta dłońmi. Sebastian puścił Eliasa i cofnął się, jakby został fizycznie zaatakowany. „To było morderstwo” – wyszeptał Sebastian. „To nie był wypadek. Próbowali nas zabić. Wysiedli z samochodu, żeby nas wykończyć” – kontynuował Elias, szybko mówiąc, wypluwając słowa, które tłumił przez 23 lata.
Ale twój samochód płonął. Myśleli, że nikt nie przeżyje tego piekła. Roześmiali się i odeszli. A moja matka? – zapytała Ivy, podchodząc do staruszka. Jak? Jak się stamtąd wydostałem? Elias spojrzał na nią z bolesną czułością. Nie zginęła od uderzenia. Twoja matka była lwicą. Ze złamanymi nogami, jej ciało płonęło. Czołgała się. Wydostała się z samochodu, zanim wybuchł zbiornik paliwa. Staruszek wskazał na wyimaginowany las za ścianą magazynu.
Znalazłem ją w starej myśliwskiej chacie pół kilometra od drogi. Krzyczała, ale nie z bólu. Rodziła. Sebastian zamknął oczy, zaciskając pięści, aż kostki mu zbielały. „Boże, Evely nie miała nic” – powiedział Elias, a łzy spływały mu po brudnej brodzie – „tylko nóż myśliwski i kilka starych koców. Zmusiła mnie, żebym jej pomógł. Powiedziała: »Jeśli uratuję moje dziecko, nie będzie mnie obchodziła śmierć«. I tak się stało. Wydała cię na świat pośród brudu i krwi, podczas gdy na zewnątrz szalała burza”.