„To naszyjnik mojej zmarłej żony!” krzyknął potentat, ale odpowiedź

Abi dotknęła kamei na szyi, czując ciężar historii. „Dał mi ten naszyjnik” – powiedziała. „Czyż nie dał mi go?” – poprawił Elias. „Tuż przed wyjazdem kazał mi obiecać, że zabiorę cię gdzieś daleko”. Powiedział: „Jeśli dowiedzą się, że żyje, wrócą. Ukryj ją tam, gdzie pieniądze jej nie znajdą”. Elias spojrzał na Sebastiana. „Dlatego nie poszedłem na policję, panie Cross. Myślałem, że pan nie żyje i pomyślałem, że jeśli oddam dziewczynę w ręce systemu, to ludzie w czarnym samochodzie ją znajdą”.

Sierociniec był jedynym bezpiecznym miejscem, anonimową przystanią. „Ukradłeś mi córkę” – powiedział Sebastian lodowatym głosem, choć w jego oczach malowała się mieszanina furii i wdzięczności – „ale uratowałeś jej życie”. Nagle radio detektywa Cola, które cicho wdrapało się za nimi, zatrzeszczało głośnym trzaskiem. „Szefie!” krzyknął jeden z ochroniarzy. „Mamy towarzystwo – trzy SUV-y zbliżają się główną drogą. Zgasiły światła”. Sebastian zareagował natychmiast.

Ból przeszłości ustąpił miejsca groźbie teraźniejszości. „Czy to policja?” zapytał. „Nie” – odpowiedziało radio. „Mają długą broń. Blokują wyjście. Znaleźli nas”. Elias jęknął, cofając się w ciemność wieży. „Mówiłem mu, żeby nie przychodził. Mówiłem mu, że wrócą”. „Cole, zabierz stąd moją córkę” – rozkazał Sebastian, wyciągając pistolet, który nosił ukryty na plecach pod kurtką. „Wyprowadź ją na zaplecze. Nie wyjdę bez ciebie” – krzyknęła Ivy, chwytając ojca za ramię.

„Właśnie go znalazłem. Dokładnie.” Sebastian spojrzał na nią z wściekłością. „I nie zamierzam cię znowu stracić. Col, padnij na ziemię!” krzyknął Cole, popychając Aibi i Eliasa na podłogę. Sekundę później okno wieży roztrzaskało się na tysiąc kawałków. Rozległ się huk wystrzału snajpera, a potem świst kuli, która wbiła się w metalową ścianę kilka centymetrów od głowy Sebastiana. „Strzelają!” krzyknął Col, czołgając się w stronę schodów.

Musimy zejść do piwnicy. Elias prowadzi. Winda towarowa – powiedział drżącym głosem starzec. – Jest tam stary silos zbożowy, który prowadzi do tuneli. Chodźmy – rozkazał Sebastian, strzelając dwa razy w wybite okno, by osłonić ich odwrót. Grupa pobiegła w kierunku zardzewiałej platformy windy towarowej. Kule grzechotały o metal magazynu niczym śmiercionośny grad. Z dołu dobiegał odgłos wyważanych drzwi i głosy wykrzykujące rozkazy w obcym języku. Kim oni są? – zapytała Ivy, kurczowo trzymając się ramienia Eliasa, gdy platforma opadała z metalicznym zgrzytem.

Sebastian przeładował broń precyzyjnymi, zimnymi ruchami. „Ci sami, którzy zabili twoją matkę” – powiedział, a jego spojrzenie zwiastowało straszliwą przemoc. „A tym razem nie będę ofiarą”. Winda towarowa uderzyła o betonową podłogę z siłą, która zagłuszyła zęby Ivy. Kurz uniósł się duszącą chmurą. „Ruszać się!” – krzyknął Sebastian, chwytając Ivy za rękę i wciągając ją w ciemność tunelu. „Cole, osłaniaj nas”. Detektyw Cole został z tyłu, strzelając w szyb windy, gdy promienie latarek napastników zaczęły opadać wzdłuż kabli.

„Idź!” ryknął Cole. „Zatrzymam cię tutaj”. „Nie puszczę cię” – zaprotestował Sebastian. „Musi wyciągnąć stąd córkę” – odparł Cole, przeładowując broń. „Uciekaj”. Sebastian zaklął pod nosem, ale wiedział, że detektyw ma rację. Popchnął Eliasa naprzód. „Prowadź, staruszku. Dokąd prowadzi ten tunel?” „Do rzeki” – wysapał Elias, kuśtykając najszybciej, jak potrafił. „Jakieś półtora kilometra dalej jest stary odpływ”. Grupa biegła wąskim, wilgotnym przejściem. Woda sięgała po kostki, była zimna i cuchnąca.

Ibi potykała się w ciemności, kierując się jedynie światłem telefonu komórkowego ojca. Za nimi, niczym odległy grzmot, rozległ się odgłos strzałów Cole'a, a po nim stłumiona eksplozja, która wstrząsnęła ścianami. „Co to było?” – zapytała Ivy, zatrzymując się. „Cole wysadził wejście” – powiedział Sebastian, nie oglądając się za siebie, choć jego głos był napięty. „Zawalił tunel, żeby zyskać na czasie. Biegnij dalej”. Biegli, aż paliły ich płuca. Tunel wydawał się nie mieć końca, pełen piszczących szczurów i kapiących, zardzewiałych rur.