Następnego ranka sala konferencyjna Skyline Tower była pełna. Wszyscy główni akcjonariusze byli obecni, nerwowo mamrocząc. Sterling, z rozciętą wargą i skuty kajdankami, siedział na krześle pod policyjną ochroną, ale spotkanie nie zostało odwołane. Przewodniczący, mężczyzna o nazwisku Garrick, uderzył młotkiem w stół. „Proszę o spokój. W związku z wczorajszymi wydarzeniami i aresztowaniem pana Sterlinga, musimy natychmiast zagłosować za restrukturyzacją firmy”.
„Proponuję uznanie Sebastiana Crossa za niezdolnego do pracy umysłowej i przejęcie pełnej kontroli” – powiedział inny skorumpowany akcjonariusz. „Popieram wniosek”. Właśnie wtedy podwójne drzwi sali konferencyjnej otworzyły się z hukiem. Wszedł Sebastian Cross, gładko ogolony i ubrany w nowy garnitur, który emanował władzą. Ale nie był sam. Obok niego szła Ivi. Nie miała już na sobie uniformu sprzątaczki ani pożyczonych ubrań. Miała na sobie biały, szyty na miarę kostium, z wysoko uniesioną głową, a na jej szyi lśniła kamea matki.
„Spóźniłeś się na własny pogrzeb” – Sebastian zadrwił z Garricka, choć był blady. „Nie masz tu głosu. Sterling ma twoje uprawnienia. Sterling idzie do więzienia za usiłowanie zabójstwa” – powiedział Sebastian, rzucając teczkę na stół. „A moje uprawnienia zostały odebrane. Ale nie przyszedłem tu głosować. Jestem tu, żeby przedstawić większościowego właściciela tej firmy”. Sebastian wskazał na Ibi. „Panowie, przedstawiam wam Charlotte Cross, moją córkę i jedyną spadkobierczynię Evely Cross”. W sali rozległ się szmer zaskoczenia.
„To kłamstwo” – krzyknął Garrick. „Evely zmarła bezdzietnie. Ta dziewczyna to oszustka. Jest sprzątaczką w restauracji. Ivy”. Charlotte zrobiła krok naprzód. Jej głos nie drżał. „Jestem córką Evely” – powiedziała, patrząc Garrickowi w oczy. „Mam też dowody w postaci DNA, zeznania mężczyzny, który mnie uratował, i naszyjnik, który nosiła moja matka, kiedy kazałeś ją zabrać z drogi”. „Elias zadzwonił do Sebastiana”. Staruszek wszedł do pokoju czysty i w nowych ubraniach, w towarzystwie detektywa Cole’a.
„Widziałem, jak pan Garrick płacił tym ludziom tamtej nocy” – skłamał Elias z przekonaniem, wskazując na prezydenta. „Widziałem go na parkingu przydrożnego baru dwie godziny przed wypadkiem. To był blef, ale zadziałał”. Garrick spanikował. „Mnie tam nie było!” – krzyknął. „Sterlington wszystko załatwił. Powiedział, że zajmie się hamulcami”. W sali zapadła cisza. Garrick zakrył usta, uświadamiając sobie, że właśnie się przyznał. Cole uśmiechnął się i uniósł telefon, który nagrywał.
Dziękuję za potwierdzenie, panie Garrick. Jest pan aresztowany za spisek mający na celu popełnienie morderstwa. Policja weszła do pokoju. Garrick próbował podbiec do okna, ale Sebastian zablokował mu drogę. „To koniec” – powiedział Sebastian. „Moja rodzina wróciła, a pan jest wolny”. Po aresztowaniu Garricka i Sterlinga chaos w firmie szybko ucichł. Wiadomość o powrocie dawno zaginionej córki Crossów zdominowała nagłówki gazet w całym kraju. W gabinecie prezesa Sebastian nalał sobie dwie szklanki wody.
Charlotte stała przed ogromnym oknem, wpatrując się w miasto, które teraz leżało u jej stóp. „Wszystko w porządku?” zapytał Sebastian, podając jej szklankę. „To było intensywne” – przyznała, upijając łyk wody. „Trzy dni temu szorowałam podłogi i martwiłam się, że nie zapłacę czynszu. Teraz jestem właścicielką połowy tego miasta”. „Pieniądze cię nie zmieniają” – powiedział Sebastian. „One tylko wzmacniają to, kim już jesteś. A ty jesteś odważna, Charlotte, odważniejsza niż ja. Ukrywałam się w pracy i bólu”.
Stawiłeś czoła światu sam. Ktoś zapukał do drzwi. To był Elias. Wyglądał na nieswojo w nowych ubraniach, bawiąc się kapeluszem w dłoniach. „Panie Cross, panno Charlotte, przyszedłem się pożegnać”. „Do widzenia” – powiedziała Charlotte, odstawiając szklankę i podchodząc do niego. „Dokąd pan idzie?” „Miasto nie jest dla mnie” – odparł staruszek. „Pan Sebastian zaproponował mi dom na wsi z ogrodem i psem. To więcej, niż zasługuję”. „Zasługujesz na cały świat”.
„Eliasie” – powiedziała Charlotte, przytulając go. „Dwa razy uratowałeś mi życie, raz, kiedy się urodziłam, i drugi raz zeszłej nocy”. „Po prostu dotrzymałem obietnicy” – powiedział Elias, a jego oczy błyszczały. „Twoja matka byłaby dumna. Masz jej ogień”. Sebastian podszedł i uścisnął dłoń Eliasa. „Samochód jest na dole. Zawiezie cię, dokądkolwiek zechcesz. I Eliasie, dziękuję”. Kiedy staruszek odszedł, Charlotte zwróciła się do ojca. „Co teraz zrobimy, tato?” Sebastian uśmiechnął się i po raz pierwszy od 23 lat uśmiech pojawił się w jego oczach.