— To nie jest farma

— Proszę pani, te dokumenty są nic nie warte — powiedział chłodno.

Rosa poczuła, jak krew napływa jej do policzków.

— Są podpisane przez ówczesnego dyrektora banku. Mój mąż wpłacił tam swoje oszczędności życia.

Eduard zamknął kopertę i położył ją na biurku recepcjonistki.

— Może będą coś warte w muzeum. Nie u nas.

I wyszedł, nie oglądając się za siebie.

Tego dnia Rosa wyszła z banku drżąc. Nie z zimna, ale z bezradności.