— To nie jest farma

Po drodze zatrzymała się w małej kawiarni. Wyjęła kopertę i ponownie na nią spojrzała.

Na każdej stronie były podpisy, pieczątki, odbitki. Ale dla ich świata nic nie znaczyły.

W domu postawiła herbatę na kuchence i usiadła przy starym drewnianym stole.

Nad nią wisiało zdjęcie Sebastiana, uśmiechając się łagodnie.
— Ukradli ci wszystko, Sebi… ale ja im na to nie pozwolę.

Nie spała przez trzy noce z rzędu. Przeglądała gazety, słuchała wiadomości, pisała listy.
Następnego dnia poszła do notariusza.
— Proszę pani, ta sprawa jest za stara — powiedział, wzruszając ramionami.
— Może dla pani. Ale dla mnie wciąż jest żywa.

Rosa wyszła z teczką pod pachą i decyzją w sercu.
Wiedziała, że ​​nie ma już nic do stracenia.

Czwartego dnia wróciła do banku.
Ale tym razem nie poszła do recepcji.