Wszyscy zwrócili na nią wzrok. Niektórzy uśmiechnęli się z pogardą, myśląc, że to dziecinny żart. Inni unieśli brwi, zdziwieni. Ale Tariq pozostał nieruchomy, z ciemnymi oczami utkwionymi w małej dziewczynce, która wciąż trzymała ręce przyciśnięte do piersi.
— Co pani powiedziała? — zapytał spokojnym, lecz ostrym głosem.
Ana zebrała się na odwagę i powtórzyła, jeszcze bardziej stanowczo:
— To podróbka, proszę pana. Użyto pisma, które wówczas nie istniało.