“TWOJA CÓRKA JEST TAM NA DÓŁ” – POWIEDZIAŁA DZIEWCZYNKA PRZED FONTANNĄ, ALE KIEDY SPOJRZYŁA…

Krzyk był słaby, ale wyraźny. Dźwięk, który mógł wydawać tylko ktoś, kto wciąż kurczowo trzymał się życia.

— Ana! — krzyknął Ion łamiącym się głosem.

Strażacy poruszali się szybciej. Opuszczono jedną linę, potem drugą. Ktoś wykrzykiwał krótkie, natarczywe komendy. Czas zdawał się płynąć ciężkimi kroplami.

Ion poczuł, jak miękną mu kolana. Sześć miesięcy czekania, straconych nadziei, nocy spędzonych na rozmowach z pustym pokojem. Sześć miesięcy, które teraz zlewały się w jedną minutę.

Ioana wzięła go za rękę. Jej dłoń była ciepła.