— Proszę pana, my po prostu…
— Zapomniałeś o prostej rzeczy — przerwał mu Gabriel. — Szacunek.
Tłum już zaczął filmować. Kilka osób krzyczało w kierunku strażników.
— Wstyd!
— Tak traktują starszych?
Marta kurczowo trzymała się ramienia Iona.
— Chodź, kochanie, wracajmy do domu. Nie warto się tym przejmować.
Ale Ion powoli pokręcił głową.
— Warto, Marto. Nie dla mnie. Dla ludzi takich jak ja, którzy być może nie mają nikogo, kto by ich zastąpił. Bo w normalnym kraju starszych ludzi nie przegania się jak psów.
Jego słowa przecięły powietrze. Nawet strażnicy spuścili wzrok.
Gabriel położył rękę na ramieniu ojca.
— Masz rację, ojcze. Zajmę się tym. Nie dlatego, że jestem pułkownikiem. Ale dlatego, że jestem twoim synem. I dlatego, że masz prawo do szacunku.
Tłum zaczął bić brawo. Niektórzy nawet się wzruszali.
Ion uścisnął dłoń syna, a w jego oczach można było dostrzec dumę prostego, ale silnego człowieka.
— Cieszę się, że przyszłaś, Gabi.