Wiatr łagodnie muskał trawę.
Valea Secăturii nie była już żartem. To było miejsce, które mnie wychowało.
I nie byłam już kobietą bez niczego.
Byłam Teresą Popescu. Kobietą, która zamieniła kpinę w chleb, wstyd w pracę, a skrawek suchej ziemi w jointa.
I nikt już się ze mnie nie śmiał.