Zatrzymałem się.
Skinęli głowami, zdezorientowani.
„Dobrze pan zrobił…” mruknęli.
Nic nie powiedziałem.
Już go nie potrzebowałem.
Tego roku, w dzień patrona wsi, burmistrz wezwał mnie na scenę. Wręczył mi dyplom za „przykład ambicji i pracy”.
Ale dyplom nie był moim zwycięstwem.
Zwycięstwo stało się innego dnia.
Chłodnego wiosennego poranka, gdy poszłam na cmentarz z bukietem tulipanów z mojego ogrodu zimowego, usiadłam obok jego krzyża.
— Widzisz? — wyszeptałam do niego. Nikogo nie potrzebowałam.