Uratował nieznajomego, który zamarzł podczas burzy
— Maryjo.
— Jestem Andriej.
Nie powiedział nic więcej. Ale w kolejnych dniach, kiedy burza ucichła i ludzie zaczęli pojawiać się na drogach, oni również.
Duzi mężczyźni. W grubych kurtkach. Z tatuażami. Z surowym spojrzeniem.
Maria chciała uciec.
Ale Andriej wstał, oparł się o stół. Spojrzał na wszystkich i powiedział tylko:
- Jej.
To było wszystko, czego potrzebowali.
Pozostali nieruchomi. Niektórzy spuścili głowy. Inni przeżegnali się.