Kroki Marii odbijały się wyraźnie echem od zimnego marmuru, a każdy krok zdawał się kruszyć cząstkę poczucia bezpieczeństwa Adriana. Ludzie instynktownie ustępowali. Nie dlatego, że ktoś ich o to prosił. Ale dlatego, że tak się dzieje, gdy wchodzi ktoś, kto dokładnie wie, kim jest.
Adrian poczuł ucisk w żołądku.
Pot pojawił mu się na karku.
Drogi garnitur nagle wydał mu się za ciasny.
Maria zatrzymała się kilka kroków od niego.
Spojrzała na niego spokojnie.
Bez wyrzutu.
Bez nienawiści.