Lekarz podszedł bliżej i przyjrzał mi się uważnie. „Byłaś o krok… Ale walczyłaś. Dzieci są na neonatologii. Są malutkie, ale nic im nie jest”.
Zamknęłam oczy i łzy zaczęły płynąć. Żyłam. One żyły.
Następnego dnia na salę wszedł mężczyzna w garniturze. To nie był Andriej. To był notariusz.
„Pani Popescu… albo, proszę… znowu pani Ionescu” – powiedział spokojnym głosem. „Przed ślubem na pani nazwisko został założony fundusz ochronny. Klauzula automatycznie aktywowana w przypadku rozwodu podpisanego w stanie krytycznym”.
Nie rozumiałam.
Włożył mi teczkę w ręce.