Vera wróciła do domu i poszła prosto pod prysznic

Dziewczynka była blada. Zmęczona. Dziecko, owinięte w cienki kocyk, szlochało.

W pokoju pachniało mlekiem i biedą.

Wierza poczuła ucisk w żołądku.

– Kim jest to dziecko? – zapytała głosem, którego nawet ona nie rozpoznała.

Sândel potarł czoło.

– To moje.