Słowa zabrzmiały ciężko, jak siekiera.
Ciocia Maria westchnęła głęboko.
Dziewczyna podeszła bliżej.
– Nie chciałam niczego zepsuć… Wyjechałam do Bukaresztu rok temu. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, on był już żonaty. Nie chciałam go szukać. Ale nie mam pieniędzy. Nikogo tu nie ma.
Wierza wpatrywała się w nią.
– A od jak dawna tu przyjeżdżasz?
– Od kilku miesięcy.
– A ty? – zapytała Sandela.
– Chciałam ci powiedzieć… ale nie wiedziałam jak.
Wera zaśmiała się krótko.
– Kiedy? Po tym, jak opróżniłaś moją lodówkę, żeby nakarmić swoje dziecko?
Cisza.
Dziecko płakało coraz głośniej.