A potem wydarzyło się coś nieoczekiwanego.
Wera podeszła do prowizorycznego łóżeczka i położyła dłoń na czole dziecka.
Było gorąco.
– Ma gorączkę.
Dziewczynka zaczęła płakać.
– Nie mam pieniędzy na lekarza.
W tym momencie złość Wery zmieszała się z czymś jeszcze. Z głębokim, ale wyraźnym bólem.
Dziecko nie było winne.
Może i nie ona.
Tylko mężczyzna, który chciał dwóch żyć jednocześnie.
Wera zwróciła się do niego.
– Idź jutro do notariusza. Dom jest na moje nazwisko. Chcę rozwodu. I renty dla dziecka. Bo jest twoje.
Sandel spojrzał w górę, przestraszony.
– Vera…