Przyjrzałem się każdemu z nich z osobna.
Moja rodzina.
Niedoskonała rodzina, z błędami wielkimi jak góry, ale wciąż moja rodzina.
Wyciągnąłem rękę do mamy.
— Chodź.
Po raz pierwszy w życiu… mama posłuchała.
I wszyscy razem wyszliśmy z restauracji, jak prawdziwa rodzina, akurat gdy dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach pojawiło się w wejściu, szukając mnie.
Ale było za późno.
Już wyszliśmy.
Razem.