„Rozwiązanie, w którym to ja byłem kartą przetargową.”
Nie powiedział „tak”. Ale jego milczenie wszystko potwierdziło.
Poczułam łzy napływające mi do oczu, ale powstrzymałam je zębami. Nie chciałam płakać przy nim. Nie teraz.
„A prawdę?” wyszeptałam. „Ile razy chciałeś mi to powiedzieć?”
Edi otworzył usta… a potem je zamknął. Przesunął dłonią po potylicy, jak człowiek, któremu skończyły się wymówki.
„Wiele razy. Ale nie mogłem. Bo każdego dnia… widziałem cię inaczej.”
Zatrzymałam się. „Inny… sposób?”
„Przyszedłeś tu bez krzyku, bez proszenia o nic. Byłeś delikatny, mimo że nie miałeś powodu. A potem… bałam się, że jeśli powiem ci prawdę, odejdziesz”.
Poczułam, jak ściska mi się serce. Część mnie chciała wierzyć. Druga wciąż płonęła gniewem.
„Wstawaj” – powiedziałam.
Edi spojrzał na mnie zaskoczony. „Teraz?”