„Wstawaj”.
Zapadła chwila ciszy. Potem oparł ręce o podłogę i z widocznym wysiłkiem powoli wstał.
Patrzyłam, jak stoi przede mną, oparty o krawędź łóżka, ciężko oddychając, ale… tak ciężko, że aż zaparło mi dech w piersiach.
„To naprawdę ty” – powiedziałam cicho.
„Tak” – mruknął. „Ale nie wiedziałam, czy zasługujesz na to, żeby zobaczyć moją stronę”.
„Tak, zasługuję” – odpowiedziałam. „Zasługuję na prawdę”.
Skinął głową.
Bliskość między nami nagle nabrała ciężaru, którego nie potrafię opisać. To nie był romans. To nie było zauroczenie. To była prawda, surowa i naga.
„Od teraz” – powiedziałam mu – „jeśli chcesz, żeby to było prawdziwe małżeństwo… nie będziemy już kłamać. Ty też nie. Ja też nie”.