Zostawił teczkę na podłodze.
I skłonił się głęboko.
—Pani Prezydent—powiedział wyraźnie i z szacunkiem.
Dźwięk spadających szklanek mieszał się z przytłumionymi westchnieniami.
Laurent był przerażony.
Camille instynktownie sięgnęła po naszyjnik.
Spokojnie położyłem tacę na stole.
Zdjąłem opaskę.
Następnie fartuch.
I podszedłem do środka pokoju.
„Dobry wieczór” – powiedziałem spokojnie. „Proszę wybaczyć mój strój. Wygląda na to, że doszło do pewnego zamieszania co do mojej roli dziś wieczorem”.
Laurent otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
—Pozwólcie, że oficjalnie się przedstawię — kontynuowałem. — Nazywam się Éléonore Morel, jestem prezesem i większościowym udziałowcem Horizon Global Holdings.
Szmer przerodził się w zamieszanie.
Jeden z menadżerów szepnął: