Ale nikt się nie poruszył.
Goście, którzy jeszcze chwilę wcześniej uśmiechali się obłudnie, zastygli. Powietrze stało się ciężkie, a wszelkie rozmowy ucichły.
Liana zrobiła krok naprzód, nie odrywając wzroku od Any Victorii.
— Może byłam niema — powiedziała — ale wszystko słyszałam. Przez lata mieszkałam w ośrodku, który pani finansowała „z dobroci serca”. Tyle że to nie była dobroć, pani Ano. To był interes.
W tłumie rozległ się szmer. Mihai poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy.