— Dzieci nie dostawały wystarczająco jedzenia, darowane ubrania znikały, a leki wysyłane przez sponsorów były sprzedawane. Wiem to. Tam byłam. I wiem, kto podpisywał wszystkie dokumenty.
Oczy Liany błyszczały, lecz jej głos pozostawał spokojny.
— Pani nazwisko widniało na każdym z nich. Ana Victoria Savelu.
Kobieta gwałtownie wstała.
— Kłamstwa! — krzyknęła. — To farsa! Absurd!
Ale ludzie już jej nie słuchali. Jedni szeptali między sobą, inni nagrywali. Jeden z reporterów, obecny na „wydarzeniu roku”, skierował kamerę na scenę.
Liana wyprostowała się i spojrzała na Mihai’a.
— Nie chciałam cię zranić. Ale nie mogę żyć w kłamstwie.
Zrobił krok w jej stronę, lecz głos mu się załamał:
— Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej?
Uśmiechnęła się smutno.
— Bo do dziś nie mogłam mówić.
Sala zamarła w ciszy. Słychać było tylko ich oddechy.