Wtedy Ana Victoria krzyknęła:
— Wyrzucić ją! Natychmiast!
Ale nikt nie posłuchał. Nawet ojciec Mihai’a wyglądał na zagubionego.
Liana splotła dłonie i powiedziała głośno, do wszystkich:
— Nie chcę zemsty. Chcę prawdy. Niech świat zobaczy, kto kryje się za maskami ludzi idealnych.
Odwróciła się do Mihai’a.
— Może wybrałeś mnie przez pomyłkę, przez zakład. Ale ja pokochałam cię naprawdę. Nie za to, kim jesteś na scenie, lecz za człowieka, który w mojej ciszy wydawał się dobry. Jeśli jesteś ze mną — zostań. Jeśli nie… pójdę dalej sama.
Przez kilka sekund milczał. Potem zerwał krawat i rzucił go na podłogę.
— Nie chcę już żyć w ich teatrze.
Wyciągnął do niej rękę. Liana zawahała się, lecz ją ujęła.
Ludzie zaczęli klaskać. Jedni szczerze, inni przestraszeni. Ana Victoria została wyprowadzona, podtrzymywana przez męża, z pustym spojrzeniem.