W Święto Dziękczynienia dostałam od kochanki mojego męża paczkę zawierającą indyka i test ciążowy. Nie spodziewali się tego.

Tarta lekko zadrżała w jego rękach, zanim cicho ją odłożył.

—Lila, naprawdę? Ty też jesteś w ciąży! Chcesz powiedzieć, że…?

Wzięłam USB i poszłam do salonu, poruszając się ostrożnie. Nie patrzyłam na niego, nie pytałam o pozwolenie.

Usiadłam przy stole, otworzyłam laptopa i podłączyłam USB.

Ekran się rozświetlił.

Najpierw pojawiła się Vanessa, w moim niebieskim koronkowym szlafroku. Jej włosy były mokre, piła moje wino z mojego kieliszka, na mojej kanapie.

Na początku kamera się trzęsła, potem ustabilizowała. Jej głos, łagodny i okrutny, wypełnił pokój, dominując przestrzeń swoją narracją.

—Wiesz jak to jest, Lila. Ludzie nagrywają filmy i zdjęcia tego, czego najbardziej boją się stracić. Cole zrobił to. Spodobało mu się, że mnie tak widzi —w twojej przestrzeni, na twojej kanapie… Czy zrobiłabyś coś takiego z nim?

Zatrzymałam się, z pięściami zaciśniętymi na kolanach.

Kamera się przesunęła i tam był Cole, obok Vanessy, szepczący jej do ucha, z uśmiechem, który mroził krew w żyłach.

—Nigdy się nie zorientuje —powiedział.

—Nagrywając to, kochanie? —zapytała Vanessa.