—Tak, dbam o to —odpowiedział Cole.
Film przeszedł do innej sceny. Vanessa była w naszym łóżku, rozmawiała przez telefon, owinięta w pościel, jakby była jej własna.
—Myśli, że jest bardzo sprytna —powiedziała Vanessa, bawiąc się pasmem włosów—. Ona lata z tą swoją pracą marketingową, a ja spałam w jej łóżku. Miałam jej szlafrok… i piłam jej wino.
Nie rozumiałam, co robi Vanessa ani dlaczego Cole czerpał przyjemność z tej okrutności, ale najwyraźniej tak było.
Zamknęłam laptop z impetem.
—Lila, ja… —powiedział Cole z progu, szeroko otwartymi oczami.
—Wyjdź —powiedziałam głębokim, stanowczym głosem.
—To Święto Dziękczynienia, kochanie —powiedział, jakby to usprawiedliwiało jego zachowanie.
—Nie obchodzi mnie, jaki to dzień! —krzyknęłam—. Ale nie zostajesz tutaj! Nie ze mną! I już tym bardziej nie z moim dzieckiem!
—Dokąd mam iść? —zapytał.
—To nie mój problem, Cole —powiedziałam—. Ty wybrałeś, teraz żyj z konsekwencjami. Idź do niej. Świętuj swoje dziecko z nią.
Nie powiedział nic więcej. Wziął klucze i wyszedł. Nie poszłam za nim ani nie patrzyłam, jak odchodzi.