„W twoim domu w ciągu dnia jest za dużo hałasu!”

W tej sekundzie poczułam, jak całe moje ciało walczy w środku, ale na zewnątrz zamarłam jak posąg ukryty pod zakurzonym kocem. Mężczyzna zdawał się uważnie rozglądać po pokoju, a jego oddech był spokojny, bez śladu pośpiechu, strachu czy podejrzliwości. To właśnie przerażało mnie najbardziej: zachowywał się, jakby był w domu.

Zaczął przeszukiwać szuflady, przesuwać ubrania, otwierać szafę, grzebać w kieszeniach i pudełkach, mamrocząc pod nosem, jakby dokładnie wiedział, czego szuka. Z trudem oddychałam cicho, bojąc się, że nie usłyszy wibracji łóżka ani bicia mojego serca. Kiedy usłyszałam szmer szuflady na dokumenty, uświadomiłam sobie, że to ta, w której trzymałam dowód osobisty, paszport, stare zdjęcia, dyplom, kilka papierów i notes, w którym zapisywałam swoje myśli. Usłyszałam, jak szeleści kartkami, a potem powiedział coś, co uderzyło mnie jak policzek:

„Nie powinnaś była wychodzić, pamiętasz? Mówiłam ci, że wrócę, jak zapomnisz…”