Zamarłam. To było niemożliwe. Ten głos brzmiał jak głos mojego ojca, tego, z którym nie rozmawiałam od ponad 17 lat. Odszedł z mojego życia, gdy byłam nastolatką i nigdy nie dał mi znaku. Żadnego telefonu, żadnego listu, niczego. Dla mnie był bardziej cieniem niż wspomnieniem, a teraz ten cień przechadzał się po moim pokoju jak nieproszony gość, czując się niemal ironicznie swobodnie.
Poczułam, że zaczynam drżeć, ale powstrzymałam go z całych sił. Jeśli to naprawdę on, dlaczego wszedł do mojego domu? Jak się tu dostał? I skąd miał klucz? A może ukrył go dawno temu? Pytania krążyły mi po głowie, ale odpowiedzi napływały powoli, niczym zagubione echo.
Po chwili zatrzymał się tuż przy łóżku, tak blisko, że czułam jego zapach – ten sam zapach tytoniu zmieszany z tanimi perfumami, zapach, którego nienawidziłam przez całe dzieciństwo. Uderzył dłonią w krawędź materaca, a potem westchnął, jakby zaglądał mi w duszę.