„Proszę bardzo, Marius” – powiedział cicho. „Ciężko pracowałeś, masz własny dom… ale nie masz pojęcia, ile jest do naprawienia”.
Wyszedł z pokoju po kilku minutach i usłyszałem, jak wchodzi do kuchni. W tym momencie postanowiłem, że muszę się stąd wydostać. Czułem, że jeśli zostanę tam dłużej, zacznę krzyczeć. Policzyłem do dziesięciu, zebrałem całą odwagę i wyczołgałem się spod łóżka. Kiedy dotarłem do korytarza, stał tyłem do mnie, z ręką na lodówce, jakby chciał coś wyjąć.
„Tato?”
Trwał nieruchomo jak obraz. Potem powoli się odwrócił, z wilgotnymi oczami.
Nie spodziewałem się tego.
„Myślałem, że mnie już nie poznasz” – powiedział, a ja uświadomiłem sobie, że ten głos, bez względu na to, jak bardzo chciałem o nim zapomnieć, był częścią mnie.