Trzy lata temu Carl odszedł bez żadnego wyjaśnienia. Myślałam, że rezygnuje z małżeństwa, ale w rzeczywistości zrzekał się wszelkiej odpowiedzialności. Wkrótce zaczęły się telefony od windykatorów. Z przerażeniem odkryłam, że przez dwa lata otwierał karty kredytowe na moje nazwisko, podrabiając mój podpis.
Zniknął, zostawiając mnie z oszukańczym długiem w wysokości 40 000 dolarów, bez alimentów i bez adresu kontaktowego. Złożyłam doniesienia na policję i zatrudniłam prawnika, na którego ledwo mnie było stać, rozpoczynając długi proces dowodzenia mojej niewinności. W międzyczasie jedynym rozwiązaniem było harowanie do upadłego.