W Walentynki przeprowadziłem resuscytację krążeniowo-oddechową u bezdo
„Briar, wypalasz się” – powiedział. „Pozwól mi zająć się czynszem, a ty się skup. Dwa miesiące i masz certyfikat”.
Odparłem. „A co, jeśli coś się stanie?”
"Nic się nie stanie."
Coś się wydarzyło.
Zabrał mnie do oświetlonej świecami restauracji, która wyglądała, jakby pierścionek zaręczynowy był w prezencie. Róże. Delikatna muzyka. Pary nawiązujące intensywny kontakt wzrokowy. Kelner nazwał nas „zakochanymi”, a ja o mało nie wyparowałam.
Jace uśmiechał się za bardzo. Wypił połowę wina w 10 minut. Szturchnąłem makaron, bo miałem wrażenie, że mój żołądek leci mi w dół.
W połowie odłożył widelec.