W Walentynki zrobiłam sztuczne oddychanie bezdomnemu mężczyźnie

Uśmiecha się lekko. — Oferuję pani szansę. Bo nie przeszła pani obojętnie. Cisza między nami gęstnieje. I nagle uświadamiam sobie jedną dziwną rzecz.

Wczorajszy wieczór zabrał mi człowieka, który „nie czuł już entuzjazmu”. A dzisiejszy poranek — być może — otworzył drzwi do życia, które dopiero się zaczyna. Powoli biorę wizytówkę. I po raz pierwszy od ostatniej doby naprawdę się uśmiecham. — Dobrze, panie Wolf… — mówię cicho. — Spróbujmy.