Maria jednak pozostała zdystansowana. W oczach dziewczyny malował się ból, zbyt wielki jak na jej wiek. Elena zrozumiała, że nie może przyspieszać gojenia ran. Nadal była miła, nawet gdy została odrzucona.
Pewnego dnia Călin wrócił wcześniej z kopalni. Zastał Elenę na zewnątrz, próbującą naprawić zepsute ogrodzenie. Zatrzymała się na chwilę i patrzyła, jak z trudem ciągnie linę, zdecydowana nie prosić o pomoc. „Puść mnie, pójdę też” – powiedział, odbierając jej szczypce z ręki. Po raz pierwszy naprawdę się do niej uśmiechnął. Jego uśmiech był prosty, ale w jej oczach niczym promień słońca po długiej zimie.
Z czasem narodziła się między nimi cisza. Nie rozmawiali wiele, ale drobne gesty znaczyły więcej niż słowa. Czasami przynosił kwiaty z drogi, a ona zostawiała mu ciepły obiad na stole, nawet jeśli spóźniał się.