W wieku 16 lat jej ojciec zmusił swoją pulchną córkę do poślubienia górnika, który miał już dwójkę dzieci

Maria jednak pozostała zdystansowana. W oczach dziewczyny malował się ból, zbyt wielki jak na jej wiek. Elena zrozumiała, że ​​nie może przyspieszać gojenia ran. Nadal była miła, nawet gdy została odrzucona.

Pewnego dnia Călin wrócił wcześniej z kopalni. Zastał Elenę na zewnątrz, próbującą naprawić zepsute ogrodzenie. Zatrzymała się na chwilę i patrzyła, jak z trudem ciągnie linę, zdecydowana nie prosić o pomoc. „Puść mnie, pójdę też” – powiedział, odbierając jej szczypce z ręki. Po raz pierwszy naprawdę się do niej uśmiechnął. Jego uśmiech był prosty, ale w jej oczach niczym promień słońca po długiej zimie.

Z czasem narodziła się między nimi cisza. Nie rozmawiali wiele, ale drobne gesty znaczyły więcej niż słowa. Czasami przynosił kwiaty z drogi, a ona zostawiała mu ciepły obiad na stole, nawet jeśli spóźniał się.