Wioska ucichła.
Elegancka kobieta zaczęła płakać. „Jesteśmy twoimi rodzicami”.
Poczułam, jak miękną mi nogi.
Prawda wyszła na jaw w ciągu kilku minut. Andreea nigdy nie była żebraczką z urodzenia. Została porwana w wieku 16 lat, wracając ze szkoły w dużym mieście. Udało jej się uciec po latach przemocy i strachu, ale bez dokumentów, bez pieniędzy i bez wiedzy, gdzie się zwrócić, wylądowała na ulicy. Wstyd i trauma sprawiły, że przestała szukać kogokolwiek.
Jej rodzice nigdy nie przestali jej szukać. Mieli duże firmy w Bukareszcie, dawali ogłoszenia, zatrudniali detektywów. Aż pewnego dnia ktoś rozpoznał ją na targu i przysłał im zdjęcie.
Sąsiedzi, którzy osądzali ją latami, teraz wpatrywali się w ziemię.
Jej rodzice oferowali nam pieniądze, dom w mieście, alimenty. Rozmawiali o kontach bankowych, o milionach lei, o innym życiu.
Andreea spojrzała na mnie. Potem spojrzała na Mihaia i Anę, którzy trzymali ją za rękę.