Patrzyłam na Julię, która nuciła kolędę i wycinała papierowe śnieżynki.
I wiedziałam, że zrobiłam to, co należało.
Wieczorem posadziliśmy drzewko w ogrodzie. Julia przytuliła mnie i powiedziała:
— Może w przyszłym roku będą pod nim prezenty.
— Na pewno — uśmiechnęłam się. — Ale najpiękniejszy prezent już mamy. Spokój.
Śnieg padał powoli, a światła domu odbijały się w oknach. Po raz pierwszy od wielu lat poczułam, że te święta naprawdę należą do nas.
Święta bez kłamstw. Bez wstydu. Bez łez.
Święta, w których prawdziwa, prosta miłość w końcu znalazła swoje miejsce — dokładnie tam, gdzie zawsze powinna być.