Silnik nagle zgasł tuż za nią. Czarny, zakurzony SUV z zaschniętym błotem na błotnikach. Drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem i z samochodu wysiadł wysoki mężczyzna z bladą twarzą i czerwonymi od bezsenności oczami.
Teodora rozpoznała go natychmiast. Ojca małego chłopca.
Mężczyzna rozejrzał się dookoła, zdezorientowany przez chwilę, po czym jego wzrok zatrzymał się na niej. Jego usta drżały.
— Czy pani… jest lekarzem?
Teodora powoli skinęła głową, zbyt zmęczona, by cokolwiek powiedzieć.