W następnej sekundzie mężczyzna osunął się na kolana na asfalt.
— Uratowałaś moje dziecko… uratowałaś wszystko, co miałam na świecie…
Krewni pana młodego zamilkli. Pani Maria cofnęła się o krok, jakby ktoś wyrwał jej ziemię spod stóp.
— Jakie dziecko? — wyjąkała.
Mężczyzna ciężko wstał i odwrócił się do niej z ostrym spojrzeniem.
— Twój siostrzeniec. Syn twojego brata. Dziecko, które przywieziono do szpitala wczoraj w nocy, między życiem a śmiercią.