Wtedy coś pękło na dobre.
Teodora powoli zdjęła welon. Trzymała go przez chwilę w dłoniach, a potem zostawiła na masce czarnego samochodu.
— Wybrałam dobrze — powiedziała po prostu. Tym razem również dla mnie.
Odwróciła się i odeszła cichym krokiem, jakby wyłoniła się z życia, które już do niej nie należało.
Po kilku miesiącach Teodora przeprowadziła się do małego mieszkania niedaleko szpitala. Dużo pracowała, mało spała, ale miała spokój.
Pewnego ranka otrzymała w biurze los. Wielkie słońce, szpital i kobieta w białym fartuchu.
„Dla pani, która przywróciła mnie do matki” – napisała niezgrabnie pod spodem.
Teodora się uśmiechnęła. Po raz pierwszy, bez zmęczenia.
Niektóre wybory kosztują cię ślub.
Ale ratują twoją duszę.