Dźwięk był niepodobny do niczego, co kiedykolwiek słyszała. To nie był kamień. To nie był korzeń. To był głuchy brzęk, jak uderzenie w mokrą glinę ukrytą pod ziemią.
Maria zamarła na chwilę.
Serce waliło jej w uszach.
Drżała, kopiąc dalej, a ręce jej drżały.
Grunt nagle się załamał, a z głębi wytrysnęła zimna, czysta woda, niczym zbyt długo wstrzymywany oddech. Maria upadła na kolana, mocząc sukienkę, nie przejmując się tym.